Prywatnie

AddThis Social Bookmark Button

Dzieciństwo

Jestem warszawiakiem z krwi i kości. Urodziłem się w szpitalu przy ulicy Karowej. Przez pierwsze 15 lat mieszkałem na Bielanach. Tam chodziłem do podstawówki i tam spędziłem całe dzieciństwo.  Bielany były wtedy jakby oddzielone od Warszawy, do centrum można było dojechać tylko tak zwanym "dołkiem słodowieckim". Nie sposób było się nudzić. Była nas cała grupa. Całe dnie albo graliśmy „w nogę”, albo bawiliśmy się w Indian i kowboi.

 

Okres młodości

W  liceum chodziłem do tak zwanego "mat-fizu", ale już od II klasy wiedziałem, że pójdę jednak na prawo. Zresztą, spodobało mi się przemawianie na wszelkich szkolnych uroczystościach i akademiach, niekoniecznie "ku czci". Po jakimś czasie każdy nauczyciel wiedział, że jak trzeba pół godziny gadać z głowy, to Kalisz do tego najlepszy. Ta moja  klasa w liceum była kapitalna towarzysko, co sobota bawiliśmy się razem. Był taki świetny klub koło Uniwersytetu Warszawskiego, Sigma. Były balangi...to znaczy, nie balangi tylko prywatki, chciałem powiedzieć.

 

Również w tych czasach można powiedzieć, że stałem się osobą publiczną. Będąc w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą o nas asystentka reżysera Janusza Zaorskiego, który wtedy kręcił w pobliżu swój film, "Awans". Potrzebowali statystów i zagraliśmy. Zaorski do dziś mi powtarza, że u niego Polska zobaczyła Kalisza po raz pierwszy. A wyglądaliśmy wtedy tak fajnie, że chyba każdy reżyser chętnie by nas zaangażował. Prawdziwymi hipisami, co prawda, nie byliśmy, ale wyglądaliśmy dokładnie, jak oni. Ja "nosiłem się" bardzo interesująco, miałem długie włosy, dżinsy, oczywiście, dzwony. Byłem wtedy dużo szczuplejszy niż dzisiaj, wręcz szczupły i wyglądałem całkiem fajnie. Dopiero potem mi kilogramów przybyło. I to sporo.

 

Studia

Podczas studiów, których wybór był moją przemyślaną decyzją życiową byłem bardzo aktywny. Studia były czasem nauki, ale i zabawy.  Własnymi rękoma odremontowaliśmy nową siedzibę klubu Hybrydy. W 1973 nastąpiło zawieszenie działalności klubu na ulicy Mokotowskiej. Po kilku latach przerwy wznowiono ją w 1977 roku w nowym lokalu przy ulicy Kniewskiego (obecnie ulica Złota). W tym czasie powstał też prawniczy, akademicki klub turystyczny. Nie unikałem towarzystwa. Chodziłem na prywatki. Poza tym, w klubach studenckich zawsze coś się działo. Mówiłem już o „Hybrydach”, działała Proxima, klub w akademiku na ulicy Kickiego, Stodoła, Park. Istniał już Klub Riwiera - Remont, którego szefem był późniejszy minister kultury, a obecny dyrektor Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie, Waldemar Dąbrowski. Kultura studencka kwitła.  W piwnicy Collegium Iuridicum I stworzyliśmy klub „Szafot”. Kiedy rozpoczynałem studia, piwnice tego budynku były całe zawalone krzesłami i innymi gratami. My to wszystko uprzątnęliśmy. To trochę nasza zasługa, że dzisiaj jest tam barek dla studentów. Życie studenckie tętniło. W trakcie wakacji wyjeżdżałem na Zachód. Między pierwszym a drugim rokiem pojechałem do Londynu. Robiłem remonty w domach, pracowałem na budowie, później zatrudniłem się w klubie punkrockowym Speakeasy. W następnym roku pojechałem do Austrii, gdzie pracowałem, jako kierowca. Potem pracowałem w fabryce przetworów owocowo – warzywnych. Byłem całkiem dobrym studentem. Mogłem pochwalić się niezłymi ocenami. W 1985 roku wyjechałem na stypendium Uniwersytetu w Zurychu, gdzie poznałem wielu ciekawych ludzi z całego świata, z którymi utrzymuję kontakty do dnia dzisiejszego.

 

Ulubione miejsca

Uwielbiam Kępę Potocką, park, jest taka fajna knajpa "U Araba". Poza tym Stare Miasto i oczywiście Bielany. Tam się przecież wychowałem. W ogóle Warszawa jest kapitalna, tylko w niektórych miejscach robi się za bardzo amerykańska. Na przykład Aleje Jerozolimskie za Rondem Zesłańców Syberyjskich  wyglądają zupełnie, jak ulica w Stanach. Migające reklamy, wieżowce, sklepy. Nie powiem, że to bardzo źle, rozwijamy się i musimy się zmieniać, ale wolę takie małe uliczki, jak Hoża czy Poznańska. Tam bardzo lubię spacerować.

Jeśli chodzi o czas wolny mam działkę nad Zalewem Zegrzyńskim i tam posadziłem większość drzew. Ale niestety, ostrzegam wszystkich, świąteczne choinki się nie przyjmują. Próbowałem pięć razy, specjalnie kupowaliśmy choinki w doniczkach, ale nie dało rady, wszystkie albo marzły, albo schły.

Jako kibic oddany jestem warszawskim zespołom, co jest chyba rzeczą normalną , a jeśli chodzi o piłkę nożną, to przede wszystkim istnieje dla mnie klub Legia. Natomiast byłem jeszcze do niedawna czynnym sportowcem, a najważniejszy był dla mnie tenis. Wychowałem się na Bielanach, niedaleko był słynny AWF i z chłopakami chodziliśmy na różne eliminacje: szermierkę, zapasy, i wszędzie bywałem pierwszy. A potem zacząłem trenować siatkówkę, byłem na wszystkich eliminacjach i nie bacząc na mój wzrost, także dużo grałem w koszykówkę. Dzisiaj gram w tenisa i jeżdżę na rowerze, głownie na Kępie Potockiej, do Łomianek. Rowerzyści mnie pozdrawiają, czasami wstępujemy na obiadek do różnych przydrożnych knajpek. I mimo tej 5o (pięćdziesiątki) mogę powiedzieć, że siła jest.

 

Jeśli chodzi o trunki, to lubię napić się dobrego wina. Jestem miłośnikiem wszystkich zwierząt nawet muszek, pod warunkiem, że nie gryzą.

 

vkusnyashek.net ladyauto.org turslet.com